Nasze pomysły, zabawy i kolory w klimacie attachment parenting. "Pipi" i "dziąbi" to czasowniki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą made in PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą made in PRL. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 marca 2013
Fajf
Mamusia jest przepracowana i niewyspana i daje się coraz częściej unieść swemu na co dzień raczej skrywanemu szaleństwu - taka jedna giełda staroci, jak jest - to dzień przed szlag trafia wypielęgnowaną zapobiegliwość, zimne spojrzenie na rzeczy, oszczędność i strach przed kiczem. W dzień zaś ów pozostaje sama telepawka, gorączka, miotanie się z niecierpliwości w środku transportu, a na miejscu - furkoczący bez najmniejszych oporów licznik, szyderczy rechot w głowie, zachwycone lub karcące spojrzenia przodków - to zależy. Koniec dnia to pozorne ukojenie, bo na wspomnienie pewnych przedmiotów znów cierpię z zazdrości i pożądania.
"Któż daje dziecku Bavarię? Przecież zaraz stłucze." Ja daję.
Owszem, jedna filiżanka już się stłukła.
...a to dostałam - któż nie miał takiej puszki w domu? Wszyscy mieliśmy.
czwartek, 4 października 2012
niedziela, 24 października 2010
Zielnik - cz. I
Roślinki zostały ususzone w świetnej książce z mojego dzieciństwa, "Głos przyrody" - czy ktoś ją pamięta? W tamtych czasach książki w różnych domach były prawie takie same...
piątek, 15 października 2010
O pracy na roli
Nasze książki można właściwie podzielić na dwa równolegle rozwijające się nurty - jeden to książki współczesne, by nie powiedzieć: nowoczesne, a drugi - kupowane w antykwariatach i na Allegro peerelowskie. (Oczywiście są też współczesne, peerelowskie reprinty.)
Świetną rzeczą jest, że w tamtych czasach nie można było sobie wydać czy zilustrować książki tak o, tylko trzeba było być po ASP i pewnie spełnić jeszcze kilka warunków. W ten sposób powstała tzw. polska szkoła ilustracji (jeśli bywam nieczęsto dumna z bycia Polką, to również i dlatego. A nie bywam częściej, bo w końcu co mój rodak jakiś zrobił, to jednak nie zrobiłam ja i nie ma co być dumnym, co najwyżej się cieszyć i gratulować:)
Koniec trucia:] Przedstawiam serię autorstwa Janiny Antoniewicz, ilustrowaną w piękny, spokojny sposób przez Juliusza Makowskiego:
"Jak żyje łąka", 1955
"Zboże kwitnie" 1955 i
"Latem na pastwisku" 1955, oczywiście Nasza Księgarnia.
Spójrzcie, proszę:
Dla wytrwałych - znalazłam świetny artykuł o ilustracji dla dzieci. Najbardziej uderzyło mnie zdanie Józefa Wilkonia: "Wszelka kokieteria pod milusińskich prowadzi do nieznośnej infantylizacji. A tego dzieci nie wybaczają". Pamiętam z dzieciństwa chwile, w których traktowano mnie infantylnie (głównie w zerówce) i swoje emocje z tym związane. Zażenowanie i wstyd za dorosłego.
Bardzo, bardzo polecam ten tekst.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











