Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze zabawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze zabawy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 października 2013

Odetchnąć


Na ul. Ofiar Oświęcimskich we Wro znalazłam lokal, w którym można: 1) ostrzyc się i dziecko; 2) przechować dziecko w pokoju zabaw gdy się siedzi na fotelu - nieodpłatnie; 3) przechować dziecko i sobie gdzieś pójść albo posiedzieć na miejscu w kącie dla opiekunów z kawą i wifi - 15 PLN za godzinę. Panie są życzliwe, serdeczne i pełne zrozumienia a zabawki skandynawskie duchem. Wifi szybkie, lokalizacja wyborna jak i kawa. I zobaczcie jaki szalony dach, jak w zaklętej szklarni. https://pl-pl.facebook.com/pages/Nibylandia-Wroc%C5%82aw/463920910340034 





Niestety panie mówiły, że niebawem się wbrew własnej woli przeniosą... A szkoda, bo obok, na tej samej ulicy (tzw. ścisłe centrum) jest salon z ciuchami od projektanta-minimalisty i taka fajna cukiernia, gdzie robią przedziwne landrynki na miejscu... zaiste, Wrocław miastem rozmaitych możliwości...


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Galopy po pięknym w pewnym sensie budynku Akademii Muzycznej


Ostatnio dzięki cioci mieliśmy okazję wziąć udział w przedstawieniu dyplomowym studentów Akademii Muzycznej - ciocia jest autorką wszystkich do niego kostiumów i to nie jest jej ostatnie słowo.


Dzieci grały młodą wersję głównych bohaterów. Nie muszę chyba dodawać, ile zyskaliśmy po dwóch takich przedstawieniach.

ą


Chwila końcowa - ukłony, flesze, kwiaty, sala szaleje


Chodź, chodź, chodź, chodź!






Już po i niektórzy się przebrali, a niektórzy wolą jeszcze nie:


Tak naprawdę jednak nie dla wszystkich był to ubaw - niektórzy byli oceniani, na sali obecni byli bowiem:


czwartek, 14 lutego 2013

Zajęcia sezonowe


Mało inwazyjna zabawa, pouczająca i skłaniająca do rozważań o przemijaniu czasu, przyrodzie i kruchości rzeczy, recyklingu (po kieliszki udaliśmy się do second handu a inne ceramiki to nieużywane przeze mnie szpargały); zabawa przywołująca u dorosłych wspomnienia odurzającego zapachu przedwiośnianego ogrodu, gdy Dziadek Marian z lwowską upierdliwością czynił grządki idealnymi.








Wesoła nowina jest taka, że szczypiorek już wzeszedł w postaci kilkunastu białych nitkorobaczków. Rzeżucha jak to ona rozsiała się sama po wszystkich naczyniach, zdążyła wzróść i się opatrzeć. W kieliszku jedna z cebulek jakiegoś nadętego paskudztwa robi ostry kiełek. Powierzchnia kubka zapleśniała, blademu słońcu jeszcze daleko do wiosennego a zwłaszcza letniego. Letniego popołudnia, gdy będę jadła pobrudzone ziemią poziomki i gapiła się na mury za oknem.

niedziela, 10 lutego 2013

Plaga druga - ASP

Zostawcie kiedyś dziecko ze studentką malarstwa.







Uspokajali ją potem: "Nie martw się, mama lubi takie zabawy".

sobota, 9 lutego 2013

Z dedykacją dla tych, którzy lubią piece kaflowe


 Stało się tak, że poszłam się kąpać. Gdy wracałam czyściutka w skąpym ręczniku z nadzieją (pewnością!) na siorbanie kawy i gapienie się na wredną pogodę za oknem i biednych ludzi popylających w dżdżu, podczas gdy mi jest wręcz za gorąco i za dobrze - weszłam w chmurę popiołu. Pył tworzył chmury sufitu. Wszystko pokryte było szarym proszkiem. Pompeje. Zassało mnie, też fizycznie, pył w ustach itd... nawet nie próbowałam się denerwować tylko przystąpiłam do robienia zdjęć. Widać było gołym okiem, że nerwy są tu bezcelowe.
Podłogę trzeba było myć trzy razy a i to nie dało idealnego efektu.
Wszystko odkurzyć, na mokro.
Byłam, i nadal jestem, pod wielkim wrażeniem.