czwartek, 1 września 2011

Wojna a dziecko


Temat mnie zupełnie, ale to zupełnie przerasta. Zwłaszcza odkąd mam dzieci. Najprawdopodobniej jednak zajmę się nim, tak pół zawodowo, pół nie, pracując z dziećmi uchodźców w niedalekiej przyszłości. Pomysł, choć mój, paraliżuje mnie, ale powinnam to zrobić, by obchodzenie kolejnych rocznic jak dziś - a obchodzę je, dość głęboko - nie polegało na wzdychaniu i tzw. zadumie. Nic nikomu z tego nie przyjdzie, nawet mi samej.

W kwestii dzieci i wojny jestem póki co w stanie wykrztusić z siebie tylko tyle, że to tylko i wyłącznie my, dorośli i jakże dojrzali, jesteśmy odpowiedzialni za pomnik Małego Powstańca i podobne sprawy. Jak powiedział mój przyjaciel, pomnik ten jest hańbą. Jeśli nawet jakieś dziecko chciało samo z siebie coś zrobić dla Polski i polskości, dorośli powinni powiedzieć mu: więc żyj, staraj się przeżyć i jak najwięcej się uczyć, i mów poprawnie po polsku. Tymczasem dorośli ci pogłaskali go po główce i dali karabin.

Kto nie widział, polecam szczerze film Michaela Haneke "Biała wstążka". Można go różnie rozumieć; ja widzę w nim próbę pokazania konsekwencji złego traktowania dzieci przez dorosłych. Te dzieci oczywiście wyrastają na kolejnych dorosłych - a ponieważ film ma cechy kryminału, nie powiem już nic więcej.

Nie pozwalam moim dzieciom bawić się zabawkami militarnymi, chociaż - a właściwie właśnie dlatego - że są chłopcami. Nie chcę ich wychować na mięso armatnie, a w razie czego chłopców dotyczy to bardziej bezpośrednio. Chyba. To jedyny tak wyraźny zakaz, nie podlegający dyskusji, ani z mężem, ani z nikim. Głupio mi z tym, bo nie cierpię takich zasad i braku dyskusji. Zdaję sobie też sprawę, że mogę spowodować reakcję. Nie potrafię się jednak przełamać i liczę po cichu i naiwnie na to, że reakcji nie będzie. Starszemu wytłumaczyłam na jego poziomie, o co chodzi w wojnie i dlaczego jest okropna. Pokazałam dobrane zdjęcia, bez ludzi, same zniszczenia. Mam wrażenie i nadzieję, że zaskoczył - raz nawet słyszałam, jak tłumaczył koledze: nie będę się bawił w strzelanie, bo mama powiedziała mi, że wojna to coś najstraszniejszego na świecie i ja jej wierzę. Mogłam sobie miło popękać chwilę z dumy, ale wiadomo, że to chwila i tyle. No zobaczymy.

Przyszły rok będzie ogłoszony Rokiem Korczaka, cokolwiek by to nie znaczyło.

13 komentarzy:

Ania pisze...

A ja Cię rozumiem, myślę i czuję tak samo i bardzo się cieszę, że to napisałaś! A Twoi chłopcy wyrosną w przyszłości na wspaniałych, mądrych mężczyzn. Zabawkom wojskowym mówimy zdecydowanie NIE :)

Sara pisze...

Dzięki, Aniu. Bardzo, bardzo bym chciała.
Mam pomysł na rozeklamowanie idei:), o czym niebawem...

Mamaeli pisze...

Nie mamy syna, ale jeśli mieć będziemy z pewnością zabawek militarnych mu nie kupimy ... jeśli gdzieś po kryjomu wystruga sobie pistolet ... no cóż ... to znaczy, że nie udźwignęliśmy tematu.

whiteboat pisze...

Trudne to wszystko... Pewnie prędzej czy później chłopcy będą musieli się z tym skonfrontować (głupota dorosłych rozprzestrzenia się jak wirus), ale dla mnie kluczowe są słowa "i ja jej wierzę". Absolutnie mnie to zachwyciło. Bo tak sobie myślę, że Wasza relacja (traktowanie dziecka poważnie!) i zaufanie, jest w stanie dać mu pewną ilość przeciwciał... I oby szczepionka nabierała mocy...:)

Sara pisze...

Mamo Eli, znam dziewczynkę, co prawda zagraniczną, której dorośli znajomi też mają zapowiedziane, że żadnych zabawek militarnych...
Czeka nas przedszkole i to, które wybrałam, było jedynym podkreślającym, że nie toleruje takich zabaw, a pani przedszkolanka tłumaczyła mi sama z siebie, że jedyną sytuacją z bronią jest taka, że dzieciak ją sobie ułoży z klocków, po czym jest z komentarzem demontowana. Tym mnie ujęli:)

Whiteboat, najbardziej boję się szkoły i "apeli", myślałam, że to minęło wraz z moją młodością, a tu nie. No i lekcji historii. Dodajesz mi sił mówiąc o szczepionce przez traktowanie poważnie - to wyczerpuje;)))

Miło wiedzieć, dziewczyny, że może nie będę jedynym dziwolągiem w szkole:)

W pogoni za E. pisze...

A ja muszę przyznać, mnie ten temat przerasta. Sama nie potrafię sobie z myśleniem o wojnie poradzić i niestety stosuję w tym temacie tchórzostwo rodzicielskie i omijam jak mogę. Wstyd bo wiem, przedszkole i szkoła zrobią swoje. Zabawkowych pistoletów i karabinów u nas brak ale na zabranianie broni białej już za późno :( Moja mała biega z pirackim kordelasem i broni lalę przed komarami i potworami. Chyba kolejna wpadka rodzicielska :(

czips77 pisze...

u nas i ja, i maz jestesmy przeciwni wszelkim ''zabawom'' militarnym i sami dzieciom zabawek militarnych nie kupujemy, ale... prezenty mamy zwyczaj szanowac i przez to kila razy przewinely sie pistolety i czolgi. czolgi sie na szczescie szybko popsuly, a przy zabawie pistoletami nie ma mowy o strzelaniu do ludzi - strzelamy do much... przyznam, ze wolalabym uniknac takich militarnych prezentow...

Sara pisze...

Mamo E., moim zdaniem nie chodzi o bezwzględną słuszność całkowitego zakazu, tylko o uświadomienie dziecku, dlaczego nie pozwalamy się w pewne rzeczy bawić/ w określony sposób zachowywać (np. bić kogoś). Co zrobi, to jego wybór (kiedyś). Biała broń w Waszym wykonaniu jest niezwykle szykowna, widziałam przecież w realu wirtualny miecz i wirtualnego potwora!

Czips77 - mamy inne podejście do prezentów. Cenzurujemy. Najlepiej przed wręczeniem - tj. przypominamy babciom itp., że militarne oraz głupie książeczki z komputerową grafiką NIE. Różnie dociera (w kwestiach militarnych akurat nie było problemu), a w razie czego staram się przechwycić prezent i wywalić, co mi się nie podoba. (Tak tak, synkowie czytający to za ileś lat, piszę to z pełną odpowiedzialnością. Tak żem robiła.) Często dotyczy to nadmiernej ilości słodyczy, które chowamy i potem dawkujemy. Parę razy zdarzyło mi się wywalić badziewną książeczkę z marketu. Prezent to dla mnie przedmiot jak każdy inny. Czego nie można powiedzieć o dziecku:)

Dalej nie mogę dostać się na Twojego bloga, pomimo stosowania się do wskazówek:)

czips77 pisze...

przyznam, ze i przede mna babcie idziadkowie trzesa chyba juz spodniami;) bo zawsze pytaja ''czy mozna''. i w ten sposob dzieci laptopa nie dostaly, ku wielkiemu zgorszeniu najblizszych. jedyna osoba, ktora sie mnie nie boi, jest moj tato i wlasnie on kupuje chlopcom czolgi, zolnierzyki i przyznam szczerze, ze probuje te prezenty ukryc, ale jakos mam obiekcje, zeby je wyrzucic. co mnie cieszy to fakt, ze chlopcow do tych zabawek nie ciagnie, a moze nie wiedza co z nimi zrobic??? nie wiem.
z tym dostepem do mojego bloga, to sie zastanawiam czy nie potrzebne jest konto e-mailowe na gazecie.pl. mama z zaprzyjaznionego bloga planuje sie zakluczykowac i tam wyczytalm, ze kluczyk przychodzi na konto gazety.pl. moze w tym problem??? przykro mi, ze nie mozesz sie dostac:( niestety, czesto pisze o osobistych sprawach i wolalbym, zeby np. babcie i dziadki nie czytaly moich wynurzen:/
a czy kluczyk w ogole do Ciebie dotarl?

Sara pisze...

Dostałam kluczyk i mam konto na gazeta.pl, ale nadal nie działa... Może mogłabyś mi przesłać jeszcze raz? Jakże rozumiem niechęć do czytania przez rodzinę!.. U mnie też znajomi wiedzą, a rodzina nie (znak czasów czy co?)

Też mamy w rodzinie osobę, która nie bierze pod uwagę naszych przeróżnych preferencji i muszę przyznać, że przysparza mi to nieco nerwów. Nie zrozumiałam z Twojego komentarza, czy to dziadek ukrywa prezenty, czy Ty:))) U nas to ta osoba kryła się ze swoją niecną działalnością, ale knowania zostawały jakoś zawsze demaskowane i doprowadziło to do otwartej rozmowy, którą uważam za najprostszy sposób przy konfliktach. Powiedziałam, dlaczego sobie tego i owego nie życzę i - argument koronny - że to w końcu my jesteśmy rodzicami i decydujemy o wychowaniu. Na jakiś czas pomogło, ale problem powrócił. Otwarcie przyznaje mi rację, a po cichu robi swoje:))))) Pozostało mi cenzurowanie wizyt u tego członka rodziny, czyli bycie wtedy zawsze i tzw. pilne baczenie, co nie jest dla mnie przyjemne. Nie chce mi się rozpisywać, o co dokładniej chodzi, bo poglądy wrednie a świadomie przemycane obejmują tak wiele sfer życia, że wolę nie zabierać Wam weekendu. Świat, który chcę pokazać dzieciom, jest mocno inny:)))) Na szczęście starszy sam kuma, że coś tu nie tak, a tym samym osoba ta traci jego zaufanie i sympatię... a tego też nie chcę, bo moim zdaniem mogłaby pełnić w jego życiu jakąś sympatyczną rolę, skupiając się na innych sprawach, które robi świetnie.
Nie jest to jednak problem spędzający sen z powiek, raczej funkcjonuje sobie gdzieś na obrzeżach marginesu.

Klu tego przydługiego komęcika chciałabym dać takie, że osoba wpieprzająca się traci. W oczach dziecka i jego rodziców. Krecia robota raczej nie ma szans na porządne zagnieżdżenie się. Więc po co?:)

Może można spróbować nie tyle wyrzucić, co ZWRÓCIĆ dziadkowi żołnierzyki z komentarzem, że przecież mówiliśmy o tym wiele razy. Może zrozumie jakoś. Moja zmora np. nie jest w ogóle przyzwyczajona do tego, że ktoś ma odmienne zdanie i odważa się je forsować. Obraża się i fika.

czips77 pisze...

ja chowam prezenty od dziadka:) w razie, gdyby dziadek przyjechal, prezenty sa, wiec nie poczuje sie urazony. moje chlopaki maja dosc rzadki kontakt z dziadkiem (on w Polsce, my w Holandii), a na dodatek dziadek taki ''delikatny'' i jednoczesnie wszystkowiedzacy, ze nie smialabym przeprowadzic z nim rozmowy;)

wysylam nowy kluczyk - mam nadzieje, ze zadziala:)

Sara pisze...

Dzięki, Czips77, już próbuję!

czips77 pisze...

i????