środa, 15 maja 2013

Literatura hardcorowa


Czytam aktualnie na głos "Braci Lwie Serce" Astrid Lindgren. Kto nie zna, niech posłucha, jak dalekie jest to od sielanki Bullerbyn. Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii o samej książce i o zderzeniu książki z dzieckiem.
Bałagan na biurku nie powstał na potrzebę zdjęć, żeby nie było nudno czasem przekładałam książkę w inną jego część...

Otóż tak.
Utwór spina hardcorowa klamra kompozycyjna. Jest dwóch braci, młodszy poważnie chory, wręcz umierający i starszy piękny, mądry, obiecujący. Wszyscy włącznie z młodszym (Karol) wiedzą, że jego śmierć jest nieunikniona. Starszy (Jonatan) kocha braciszka i pociesza jak może. Pewnego dnia wybucha w ich domu pożar i krzyżuje losowi szyki, bo starszy bierze młodszego, nie mogącego uciekać na plecy, skacze z nim przez okno i ginie. Ta sama sytuacja wydarzy się na końcu książki, tylko w wykonaniu młodszego. Póki co jest on jednak coraz słabszy i koszmarnie tęskni za bratem.


Wreszcie umiera i trafia do baśniowej krainy, gdzie jest już oczekujący go Jonatan. Bracia żyją przez jakiś czas w niezmąconej sielance, wśród zwierząt domowych i dzikiej przyrody, jeżdżą konno i kąpią się w rzece, bo Karol jest już zdrowy.


Niebawem okazuje się, że nie wszystko jest takie różowe. Dolinę obok zagarnął tyran, terroryzuje mieszkańców, a Jonatan jest, jak się okazuje, przywódcą ruchu oporu. Nie mówił Karolowi by go nie martwić.
I tu zaczynają się wyraźne dla dorosłego odwołania do drugiej wojny światowej. W okupowanej sąsiedniej dolinie obowiązuje godzina policyjna, następnie buduje się mur odgradzający od reszty krainy. Co jakiś czas tyran przyjeżdża by podnieść morale swoich żołnierzy i siać postrach, jak to mówią. Podczas jednego z takich spędów na rynku ma miejsce egzekucja człowieka, który się sprzeciwił. Brat zasłania Karolowi (i czytelnikowi) oczy, ale żołnierz i tak uderza desperata mieczem... Jest też motyw zdrajcy, noszenia jedzenia do getta i parę innych, jednoznacznie się nam kojarzących.


Jonatan odjeżdża organizować powstanie a Karol cierpi z samotności i strachu o niego. 


Wreszcie przełamuje cechującą go lękliwość i odnajduje brata po różnych dramatycznych wydarzeniach. Dochodzi do swoistego Armegedonu, powstańcy walczą z żołnierzami i smokiem tyrana.


Zwyciężają, ale wielu ginie a Jonatan jest ciężko ranny. Jego brat obserwował bitwę przez okno więc jest zdrowy, choć pokieraszowany psychicznie po tym, co widział. I tu następuje scena, o której wspominałam na początku. Fachowo nazywa się to samobójstwo rozszerzone...  Chłopcy giną i trafiają do kolejnej, sielankowej krainy...


 Mówcie, proszę, co myślicie. Może ktoś pamięta, jak sam reagował na tą książkę? Póki co (nie skończyliśmy jeszcze) mogę powiedzieć, że reakcją u nas jest słuchanie z przejęciem, ale bez skrajnych objawów i bardzo fajna moim zdaniem uwaga, że aż trudno uwierzyć, że tak różne książki napisała ta sama osoba...


8 komentarzy:

Mama w domu pisze...

Pamiętam jak czytałam tę książkę w szkole podstawowej. Piękna opowieść, chyba czas do niej wrócić!

kawaleksiebie pisze...

Jako dziecko znałam tylko skróconą wersję początku (do momentu, kiedy starszy brat przylatuje w postaci białej gołębicy). Była to czytanka w książce od polskiego i bardzo mi się podobała, choć nie wierzyłam (i to się nie zmieniło) w reinkarnację, Nangijalę itd. Książkę odkryłam raptem dwa-trzy lata temu, nie pamiętam jak - wedle wszelkich prawdopodobieństw kupiłam ją na Biedzie (targ z rupieciami za Świebodzkim). Zachwyciły mnie ilustracje. Przeczytałam ją i spodobała mi się bardziej niż opowieść o Narnii. Za to nie przeczytałabym tego małemu dziecku chyba. Wizja świata duchowego przedstawiona w tej książce jest różna od Biblijnego. Chciałabym, by mój syn wierzył w to, co jest napisane w Biblii. Przeczytałabym mu więc tą książkę dopiero wtedy, gdy byłabym pewna, że Biblijne przesłanie jest w nim zakorzenione i nie ma obaw, że będzie w rozterce, co się dzieje ze zmarłymi po śmierci. A pomijając ten aspekt, charakter książki jest miłą alternatywą od bajek braci Grimm i disnejowskich produkcji.

Sara pisze...

Wykorzystałam tą książkę do pokazania, czym jest fikcja literacka. Powiedziałam, że to tylko pomysł autorki na wymyślanie światów, że oczywiście takich krain nie ma i że świetnie, że ktoś ma taką wyobraźnię i się jeszcze nią dzieli.
Co do Biblii i takich spraw - też mówię mu, że jest to tekst, który powstawał w kawałkach przez wiele tysięcy lat w różnych krajach, kulturach i okresach i trzeba to brać pod uwagę.

Co do rozterek o losach ludzi po śmierci - chyba ma się je do końca życia:)

Sara pisze...

Jedyne wątpliwości dotyczyły w moim przypadku okrucieństwa opisanego przez Wielką Astrid, ale o ile omijam ten temat jak mogę tu jest on pokazany jakoś akceptowalnie - nie wiem jeszcze, na czym to polega; bez ogródek ale tak, że odważyłam się to przeczytać, w dużej mierze jako wstęp do informacji o drugiej wojnie światowej, których przecież nie uniknie.

Plątawki pisze...

Ta książka jest przykładem, że czytanie opisywanych tam złych rzeczy może prowadzić dziecko do odwagi, chęci zmierzenia się z trudnościami - przyniesie pozytywy w życiu. Pomimo fantazyjnych krain, jednak jakoś przygotowuje do zmierzenia się z myślą o śmierci. Moja córka sama czytała (w I klasie lub II), płakała i była zachwycona.
Warto tę książkę dzieciom pokazać!
Pozdrawiam - Ela

Anonimowy pisze...

Czytałam Braci mojej córce, kiedy miała prawie 7 lat i do dziś córka określa ją jako najbardziej ulubioną jej książkę. Wszystkie pozostałe tytuły Astrid L. mamy przeczytane, ale głębia Braci utkwiła w naszej pamięci bardzo skutecznie.
Pozdrawiam (Monika z Sępolna)

Sara pisze...

Moniko, jak świetnie, że się pojawiłaś! Bądźmy w kontakcie!

Kasia Z. pisze...

Nie znam tego,ale bardzo mnie zaintrygowało :)